Music

poniedziałek, 18 września 2017

Rozdział 3.5

Podmuchy chłodnego wiatru chłostały złotawymi włosami Meredith, a rześkie, nadmorskie powietrze napełniało jej płuca jodem. Dziewczyna zrobiła ostatni krok i weszła do jaskini, w której czekała na nią siostra.
Mona podbiegła do niej w podskokach i z podekscytowaniem w głosie zapytała:
No mów! Zadziałało?!
Meredith z niechęcią wypisaną na twarzy pokiwała głową, a Mona wyszczerzyła zęby.
Cudownie! – szepnęła do siebie i zbliżyła się do Phoebe.
Pochyliła się nad nią i oznajmiła, owiewając ją gorącym powietrzem:
Słyszałaś, dziecinko? Proch szaleństwa zadziałał! Twoi wybawcy nie zjawią się na czas!
Czy ty kiedykolwiek myjesz zęby? – jęknęła Jenkins, skrzywiwszy się.
Mona zatrzęsła się ze złości, ale nie uderzyła nastolatki tak, jak poprzednio.
Ciesz się, że jestem w dobrym nastroju, płotko! – Wycedziła blondynka.
Do rozmowy włączyła się Ricky, pytając:
Co to znaczy, że nie zjawią się na czas? Co wy planujecie?
Mona zaklaskała z uciechy:
No, no, no. Ktoś tu jest mądrzejszy, niż można by przypuszczać.
Spojrzała na Meredith i uśmiechnęła się do niej, ale siostra nie odwzajemniła uśmiechu. Jej twarz pozostała bez wyrazu, ale dłonie miała zaciśnięte w pięści.
No dobrze – westchnęła Mona już bez radości. – Przyszykowałyśmy dla każdej z was coś specjalnego. Chcecie wiedzieć, co takiego?
Oczy Mony błyszczały, jakby kupiła z wyprzedzeniem prezenty na Gwiazdkę i nie mogła się doczekać, kiedy je rozda. Phoebe przełknęła głośno ślinę, a Ricky kiwnęła głową.
Upuścimy wam trochę krwi do pewnego rytuału – powiedziała blondynka, a obie dziewczyny zadrżały. – Nie martwcie się, to nie boli. – Mona mrugnęła do nich i kontynuowała: – Potem was oskórujemy i zjemy na obiad.
Po tych słowach Mona wybuchnęła donośnym śmiechem.

***

A więc tu umrzemy.
To była pierwsza myśl Ricky od dłuższego czasu. Nastolatka skuliła się w sobie i przymknęła oczy. Odkąd obie z Phoebe nie były już związane szorstkimi, wrzynającymi się w skórę sznurami, były zamknięte w niewidzialnych klatkach stworzonych przez Monę.
Jak ona to robi? – szepnęła do siebie Ricky.
Ostatnie godziny wydawały jej się koszmarnym snem, z którego nie mogła się wybudzić. Na końcu języka miała słowo, które określało jej położenie, ale nie chciała wypowiadać go na głos. Nie była na to gotowa. Poza tym nie zamierzała się poddawać. Dopóki jeszcze ma siły oddychać, nie zamierzała oddać swojej krwi bez walki.
Ricky nie wiedziała, czy fizycznie możne pokonać Monę, ale bardzo w to wierzyła.
Przecież ten potwór nie może być dobry we wszystkim, prawda?
Miejmy nadzieję.
Poczuła, jak niewielka łza próbuje wypłynąć jej z oka, ale szybko ją wytarła.
Mona nie zobaczy żadnych łez.
Z każdą mijająca sekundą, minutą, godziną, czuła, jak jej szanse i wola walki słabną.
Co ja mogę? Nic... Jak mam wydostać się z tego więzienia?
Tak, Mona przynosi nam jedzenie, ale... To o wiele za mało.
Nie chcę tu być! Nie chcę!
Nathan, gdzie jesteś?
Łza spłynęła jej po twarzy, ale Ricky jej nie starła. Nie chciała.
Nathan, odnajdź mnie. Proszę, braciszku! Znajdź mnie!
Oddech nastolatki zrobił się szybszy, głośniejszy. Phoebe spojrzała na nią z niepokojem, ale zadane przez nią pytanie nie dotarło do uszu Ricky.
Czemu mnie to spotkało? Czemu? Co ja takiego zrobiłam? Czy to przez to, że byłam wredna wobec Daniela...
Daniel.
Daniel, wiem, że mnie szukasz. Znajdź mnie. Jestem tutaj.
Tęsknię za tobą, naprawdę! Czuję się...
Bezsilna.
Tak, to jest to. Bezsilność. Co ja mogę? Daniel nigdy mnie tu nie znajdzie. Mona na to nie pozwoli.
Łzy spływały po twarzy nastolatki wartkim potokiem. Ręce trzęsły się z zimna, ale Ricky zdawała się tego nie zauważać.
Daniel, wierzę w ciebie. Choć może zerwaliśmy, w głębi ducha wiem, że wciąż coś do mnie czujesz. Może to pomoże ci mnie odnaleźć. Naprawdę w to wierzę!
Nie zamierzam się poddać! Ani teraz, ani nigdy!
Silna fala emocji zalała Ricky od środka, a jej ciało przeszył spazm. Nastolatka jęknęła i przewróciła się na kamieniste podłoże. Zemdlała.

***

Ricky, co się dzieje? – zapytała Phoebe, kiedy jej towarzyszka zaczęła zbyt szybko oddychać.
Nie otrzymała jednak odpowiedzi. Ricky była pogrążona we własnych myślach.
Phoebe odwróciła głowę i spojrzała na oddalone o 50 metrów przejście do innej komnaty. Siedemnastolatka miała wrażenie, że wolność jest na wyciągnięcie ręki, a i tak nie mogła z niej skorzystać.
Nienawidzę jej! Po prostu nienawidzę!
Z zimna cała się trzęsła. Dziewczyna zaczęła ocierać o siebie dłonie, próbując wykrzesać z nich trochę ciepła.
Czy ona naprawdę chce nas pożreć? Przecież to niehumanitarne.
Na samą tę myśl Phoebe zaczęła nieświadomie chichotać.
Jestem po prostu chora, stwierdziła.

Trochę czasu przesiedziała w zupełnej ciszy, kiedy do głowy przyszła jej wspaniała myśl.
Spojrzała na Howard, która nieruchomo wpatrywała się w sufit.
Ricky! Hej! Ricky!
Nastolatka zwróciła głowę w jej kierunku i oczekiwała na zbawienie.
Myślmy o Danielu, Ricky. Może to przełamie ten proch szaleństwa Mony.
Ricky patrzyła na nią, jakby nie do końca rozumiała. Coraz bardziej zirytowana Phoebe parsknęła:
Co z tobą? Chcesz się stąd wydostać, czy nie?!
Ricky kiwnęła tylko głową, ale nie włożyła w to duży siły.
Wygląda, jakby się poddała, przyszło Phoebe na myśl. Nie powiedziała jednak tego na głos.
No dobra. Daniel. Daniel, jesteś tam? Musicie nas odnaleźć! Ricky i ja jesteśmy w niebezpieczeństwie. Daniel! Musisz być silny i przełamać czar Mony! DANIEL! DANIEL!!!

Phoebe i Ricky myślały intensywnie przez kolejnych kilka minut, ale nie miały pewności, czy ich działania odniosły jakikolwiek skutek. Mogły tylko mieć taką nadzieję.

***

Zayn i Daniel siedzieli na fotelach i oczekiwali na przyjście Richarda z laborantką.
Gdzie poszedł ten twój ojciec? – zapytał Norton i ziewnął przeciągle. – Ile można czekać?
Swanson spojrzał na drzwi akurat wtedy, kiedy się otworzyły.
Do gabinetu weszła młoda kobieta o spiętych w kok brązowych włosach i oczach w tym samym kolorze. Zmierzyła wzrokiem obu nastolatków, a ci odwdzięczyli się tym samym. Odwróciła się do ojca Daniela, który właśnie wszedł do środka i powiedziała przyciszonym głosem:
Pobiorę krew i zobaczę, co z nimi nie tak.
Richard kiwnął głową i oparł się o kafelkowaną ścianę. Laborantka podeszła do Daniela i poprosiła go o ułożenie prawej ręki na podłokietniku. Swanson patrzył na kobietę bez większego zainteresowania, ale wykonał jej polecenie.
Krew została pobrana bardzo szybko i laborantka podeszła do Zayna, który posłał jej uwodzicielski uśmiech. Daniel przewrócił oczami, a Norton zapytał kobietę:
Prawda, że nie można mi się oprzeć? No powiedz. Nie możesz mi się oprzeć?
Laborantka posłała Richardowi bezradne spojrzenie, ale kąciki ust miała uniesione ku górze. Nie uszło to oczywiście uwadze Zayna, która przez cały czas lustrował twarz kobiety. Mrugnął do niej raz czy dwa, a ta uśmiechnęła się niepewnie.
Spojrzenia Richarda i Daniela spotkały się i siedemnastoletni Swanson wystawił ojcu język. Mężczyzna patrzył na syna i nie wiedział, co się dzieje. Daniel i Zayn wydawali się być pod wpływem jakichś środków odurzających, ale kogo jak kogo, ich by o to nie podejrzewał.
Laborantka wzięła próbki i przed wyjściem z gabinetu powiedziała Richardowi, żeby zabrał nastolatków do domu.
Tam nie narobią większych szkód – dodała i wyszła.
Mężczyzna zmierzył chłopców spojrzeniem, ale ci nie zwracali na niego uwagi. Znowu mierzyli swoje bicepsy. Richard westchnął ciężko i kazał im opuścić salę i zaczekać na zewnątrz.
Ciąg dalszy nastąpi...

niedziela, 10 września 2017

Rozdział 3.4

OD AUTORA:
Cześć. Długo mnie nie było, wiem.
W ostatnim czasie miałem wiele spraw na głowie, a poza tym nie miałem siły na kontynuację "Miasta Mroku". Niby wiedziałem, w jakim kierunku chcę iść, ale nie potrafiłem ubrać tego w słowa, a tym bardziej udostępnić na blogu.
Mam taki galimatias w głowie, że jestem szczęśliwy, że udało mi się to dla Was wyłuskać. Przyznaję, nie było to łatwe, ale starałem się napisać coś zabawnego i wciągającego.
Mam szczerą nadzieję, że nie jesteście źli na moją długą (i przedłużającą się) nieobecność. Wróciłem i wierzę, że już nie będę robił takich akcji ;)
Jak Wam się spodoba, pozostawcie po sobie jakiś ślad w formie komentarza. Będzie mi bardzo miło! :)
No to żeby nie przedłużać, witajcie z powrotem w Wildfire, Mieście Mroku.



Z perspektywy Daniela:
Szpitalna woń zrobiła się bardziej intensywna zaraz po opuszczeniu windy. Zayn nie był z tego powodu zachwycony. Od dzieciństwa bowiem nienawidził szpitali.
Na korytarzu kręciło się mnóstwo ludzi. Co chwilę mijaliśmy tabuny pielęgniarek i lekarzy, którzy przemieszczali się z jednej sali do drugiej. Z wielką ulgą otworzyłem drzwi do pokoju, w którym leżała moja czternastoletnia siostrzyczka.
Szybciej, Rainbow Dash! – krzyczała Maddie spod kołdry. – Pokaż im!
Widząc Zayna i mnie, siostra zrobiła się lekko czerwona na twarzy.
Widzę, że lepiej się już czujesz – stwierdziłem i spojrzałem na lecące w telewizji My Little Pony. – Skoro masz siłę się tak wydzierać.
Wcale się nie wydzieram – odburknęła Maddie cicho, a Zayn i ja usiedliśmy na krzesłach stojących przy łóżku. – Po prostu niedawno wstałam i strasznie mi się nudziło, więc włączyłam telewizor.
I to wyjaśnia twoje wrzaski? – zapytał ją Norton z nutą ironii w głosie. Nie czekając na odpowiedź, zwrócił się do mnie: – Ona zawsze się tak zachowuje podczas oglądania kucyków?
Nie zawsze – mruknąłem. – Ale bardzo, bardzo często.
Maddie posłała mi mrożące krew w żyłach spojrzenie i ukryła twarz w poduszkach. Mógłbym przysiąc, że była przy tym czerwona, jak burak.
Wszystko w porządku, Maddie? – spytałem i szturchnąłem ją. – Co jest?
Czternastolatka odłożyła poduszki i westchnęła ciężko, jak to tylko potrafią dzieci strudzone swoim żywotem. Spojrzała to na mnie, to na Zayna, który oglądał kucyki i machnęła znacząco na niego głową. Przez chwilę nie wiedziałem, o co jej chodzi, ale w końcu mnie olśniło.
Przewróciłem oczami i uśmiechnąłem się. Od jakiegoś czasu zacząłem zauważać, że Maddie zrobiła się nieśmiała w towarzystwie Zayna, ale nie brałem tego na poważnie.
Aha – powiedziałem tylko, a siostrzyczka zrobiła się jeszcze bardziej czerwona.
Zayn spojrzał na nas i wrócił do oglądania kucyków. Ludzie są czasami niepojęci.
W sali przez chwilę było tylko słychać odgłosy dochodzące z telewizora.

***

Ktoś zaczął pukać do drzwi i po zaproszeniu Maddie do sali wszedł Richard Swanson. Mężczyzna omiótł trójkę nastolatków spojrzeniem i jego wzrok spoczął na My Little Pony. Otworzył usta i po chwili je zamknął.
Cześć! – powiedział Daniel.
Dzień dobry – oznajmił Zayn i powrócił do kucyków.
Kiedy będzie obiad? – zapytała Maddie z siłą w głosie. – Jestem głodna!
Richard skrzyżował ręce na piersi i odparł zmęczonym głosem:
O 14. Poza tym powinnaś spać.
Ojciec spojrzał na Daniela i pokręcił głową:
Ona powinna odpoczywać, a nie oglądać te swoje kucyki.
Siedemnastolatek wzruszył ramionami i mruknął, że oni z Zaynem dopiero niedawno przyszli.

W międzyczasie ktoś wsunął palce w szparę między uchylonymi drzwiami i rozsypał fioletowy proszek. Z niewiadomych powodów on zaczął unosić się w powietrzu i kierować w stronę Zayna oraz Daniela.
Najpierw dotarł do Nortona, który zmrużył oczy i zaczął delikatnie drapać swoją prawą rękę. Swanson tymczasem zaczął kichać, a jego oczy załzawiły.
Coś się stało? – zdziwił się Richard, patrząc na ich obu.
Nie, nic – odparł Zayn i wybuchnął głośnym śmiechem. – Przypomniało mi się tylko, jaki jestem przystojny. Podobam się każdej dziewczynie! – I po tych słowach mrugnął do Maddie, a ta zszokowana ukryła twarz w kołdrze.
Richard patrzył na Nortona z niepokojem, ale przestał, kiedy odezwał się Daniel:
Wszystko w porządku, tato. Tylko jakaś pielęgniarka została zamordowana i przypuszczamy, że zrobił to Sa...
Zayn w odpowiednim momencie zakrył przyjacielowi usta i spojrzał na niego porozumiewawczo.
Co ty wyrabiasz? – zapytał Norton teatralnie. – Nie możemy nikomu mówić o naszej misji.
Daniel przyłożył dłonie do twarzy w wyrazie wielkiego zdumienia.
Masz rację! O, Boże. – Swanson pokręcił głową i pogroził ojcu palcem. – Prawie bym ci wszystko wypaplał!
Po tych słowach Zayn i Daniel wybuchnęli śmiechem. Obaj zatrzęśli się na krzesłach i omal z nich nie spadli.
Co im jest? – zapytał córkę Richard. – Przyszli do ciebie w takim stanie?
Maddie pokręciła głową i oznajmiła, że byli normalni. Po krótkiej chwili zapytała:
Naprawdę jakaś pielęgniarka została zamordowana?
Richard zawahał się, ale odpowiedział:
Tak, prowadzone jest śledztwo w tej sprawie.
Skąd Daniel o tym wiedział?
Mężczyzna spojrzał na syna, który z Zaynem porównywał bicepsy.
Nie mam pojęcia. Może usłyszał na korytarzu. Wiesz co, wezmę ich na badanie, bo coś jest nie w porządku.
Maddie pokiwała głową i pomachała mu dłonią na pożegnanie.
Z sali czternastolatki najpierw wyszli Zayn i Daniel, a za nimi ojciec Swansona. Pokierował ich do wybranego przez siebie miejsca i zniknął za zakrętem.
Para zagadanych lekarzy rozstąpiła się i blondynka siedząca na krześle miała wreszcie widok na drzwi do sali Maddie.
Meredith westchnęła z ulgą, ale na twarzy miała wypisany żal. Strzepała ostatnie resztki fioletowego proszku i wstała. Przypomniał jej się rozkaz Mony:

Podążaj za nimi i w odpowiednim momencie wykorzystaj proch szaleństwa.
Skąd go wzięłaś? – zapytała Meredith, a siostra uśmiechnęła się złowrogo:
Mam swoje źródła. Zrób to.
Meredith wahała się, ale Mona złapała ją mocno za lewą rękę i warknęła:
Zrobisz to! I bez dyskusji.
Młodsza blondynka jęknęła i mruknęła cicho:
Ale po co? Co ci to da?
Mona przeszła przez jaskinię i parsknęła:
Odwróci ich uwagę na jakiś czas. Nie dotarło do ciebie, że oni je szukają? Trzeba to przedłużyć.
Phoebe zdołała usłyszeć kilka ostatnich słów, ale to wystarczyło.
Słyszałaś, Ricky? Szukają nas!!!
Ricky szepnęła: – Co takiego?
Nic ważnego! – warknęła Mona i pochyliła się nad Phoebe: – Nie wierz w cuda, płotko. I tak nikt was tu nie znajdzie.
Mylisz się! – zawołała nastolatka, a Mona wymierzyła jej siarczysty policzek.
Phoebe jęknęła z bólu i z oczami pełnymi nienawiści wykrzyknęła oprawczyni prosto w twarz:
Zayn i Daniel znajdą cię i gorzko tego pożałujesz!
Przez moment Mona stała nad dziewczyną z grobową miną. W końcu wybuchnęła donośnym śmiechem, od którego przechodziły ciarki po plecach.
Dziecino – prychnęła Mona. – To dzięki wam dwóm mogę skorzystać z prochu szaleństwa. Wykorzystując wasze uczucia do tych chłopców czar poskutkuje. To dzięki więzi emocjonalnej proch trafia do odpowiednich osób. Całusy!
Phoebe rozchyliła usta, ale nie miała nic do powiedzenia. Ricky przymknęła oczy i westchnęła ciężko.
Mona zaklaskała z radości i uśmiechnęła się szeroko. Zrobiła dwa piruety i to było ostatnim, co zobaczyła Meredith, zanim wróciła do rzeczywistości.

Dziewczyna weszła do windy i zasunęły się za nią drzwi.

***

Węże wielkości człowieka pełzały wokół Czarnego Węża, głośno posykując. Szturchały go głowami, a wydawane przez nich odgłosy koiły nerwy mężczyzny.
Przez całą noc czarodziej nie mógł zasnąć, bo jego myśli powracały do Daniela Swansona. Chłopca, który przeciwstawił się jego mocy. Ta sprawa nie dawała mu spokoju.
Czarny Wąż powstał nagle i odepchnął od siebie węża, który próbował wpełznąć mu na kolana.
Precz! – krzyknął mężczyzna i zacisnął pięści. – Muszę się skupić.
Gad wysunął język i zatrzepotał nim w powietrzu, ale odpełzł. Jego pobratymcy wili się w ciszy w drugim końcu magazynu, zostając w bezpiecznej odległości.
Mroczny nie powiedział mi wszystkiego – mruczał Czarny Wąż i co rusz machał palcami u dłoni. – Nie powinno mnie to jednak dziwić. Ciemność to straszna suka.
Po tych słowach twarz mężczyzny rozświetlił uśmiech.
To jest to! Jak mogłem o tym zapomnieć?!
Węże zwróciły głowy w jego stronę i zobaczyły, jak wychodzi z magazynu.
Chłodne powietrze owiało Czarnego Węża, a ten przymrużył oczy z zadowolenia. Oprócz niego i jego pupilków w okolicy nie było żywej duszy. Błękitne niebo bez ani jednej chmurki zdawało się ten fakt potwierdzać.
Czarodziej usiadł na trawie i rozłożył przed sobą grube tomiszcze, które otworzył na wybranej przez siebie stronie. Był to akurat początek nowego rozdziału zatytułowanego "Jak odnaleźć pobratymca".
Już czas – powiedział Czarny Wąż i zaczął odczytywać inkantację.
Ciąg dalszy nastąpi...

środa, 9 sierpnia 2017

Miasto Mroku na Bloga Lipca i nie tylko!

Cześć!
Mam dla Was kilka spraw organizacyjnych, ale nie tylko.
1. Na początku chciałbym powiedzieć, że rozdział 3.4 pojawi się w pierwszym  tygodniu września!
Dlaczego?
Ponieważ nie miałem czasu, żeby napisać interesującą kontynuację, a bzdetów tu Wam udostępniać nie zamierzam.
W najbliższych dniach będę skupiał się na fanfiction ze świata Harry'ego Pottera (kolejny powód!)

2. Jednak żeby nie było, że "Miasto Mroku" na razie obumarło, mam dla Was specjalną opowieść o przygodach mieszkańców Wildfire. Przedwczoraj ją zacząłem, a 2/3 napisałem wczoraj, bo był to ostateczny termin w konkursie na portalu Sweek.
Tutaj macie LINKA, ale ostrzegam: akcja dzieje się w przyszłości (sierpień 2016, a na blogu jesteśmy na razie w trakcie czerwca), więc mogą być SPOILERY! :)
Jak przyjdzie czas to udostępnię ją tutaj, więc nie martwcie się, jeśli teraz nie przeczytacie, bo ona Wam nie ucieknie.

3. Jest jeszcze dnia sprawa. Otóż Księga Baśni nominowała "Miasto Mroku" na Bloga Lipca, więc mam do Was oczywistą prośbę.
TUTAJ jest link do sondy, na której możecie wspomóc moją opowieść w walce o koronę :) Będzie super, jak zagłosujecie.
**Sonda jest również po prawej!!! :)




Życzcie mi powodzenia i zapraszam do czytania!

-S. 

wtorek, 25 lipca 2017

Rozdział 3.3

Z perspektywy Daniela:
Octavian, Zayn i ja oczekujemy na przyjazd windy. W międzyczasie spoglądam na członka Rady, który ma na sobie czarną pelerynę ciągnącą się za nim po ziemi. Chcę już coś powiedzieć, ale wtedy otwierają się stalowe drzwi i całą trójką wchodzimy do pustej kabiny. Octavian wybiera piąte piętro, czyli najwyższe w budynku i naciska odpowiedni przycisk.
Mógł pan ubrać coś stosowniejszego  zwracam się do niego.
To znaczy?  mężczyzna wydaje się być bardzo zdziwiony.  Co masz na myśli?
Zaczynam szukać właściwych słów, ale wyprzedza mnie Zayn:
Coś, co nie rzucałoby się tak w oczy  oznajmia mój przyjaciel, wskazując na pelerynę.
Octavian uśmiecha się szeroko i macha lekceważąco lewą ręką, mówiąc:
Ach, to żaden problem. Tylko wy mnie widzicie.
I opuszcza windę , która właśnie zatrzymała się na piątym piętrze.
Zayn i ja patrzymy przez chwilę zdumieni na jego plecy, aż w końcu sami wychodzimy z kabiny. Zbliżamy się do niego, kiedy skręca w prawy korytarz i zatrzymuje się.
Mężczyzna nie może zrobić kolejnego kroku, gdyż przejście zagradza żółta taśma z napisem "LINIA SZERYFA, NIE PRZECHODZIĆ!". Miejsce najwyraźniej zostało już zabezpieczone i zbadane, gdyż poza nami nikogo tu nie ma.
Przypominam sobie, co wiemy do tej pory:
Z usłyszanych przez nas rozmów pielęgniarek wynika, że ich koleżanka z pracy została zamordowana w nocy między 5 a 6, a pacjent, do którego przyszła, zaginął. Świetnie.
Patrzę przed siebie. Za taśmą korytarz jest czysty, wręcz nieskazitelny, więc nie dziwi mnie pytanie Zayna:
Co tu się stało?
Tutaj?  pyta Octavian.  Nic. W tamtej sali  mężczyzna kieruje wzrok na tę najbliżej nas się znajdującą.  Została zabita kobieta.
Zayn przełyka ślinę, a ja bez ceregieli przechodzę pod taśmą. Odwracam się do moich towarzyszy i napotykam zadziwione spojrzenie Octaviana.
No co?  Wzruszam ramionami.  Przyszliśmy zobaczyć miejsce zbrodni, tak czy nie?
Tak  odpowiada mój przyjaciel i dołącza do mnie.  Idziesz pan?
Octavian posyła nam mordercze spojrzenie, ale jednak przechodzi pod taśmą i pyta:
Robiliście to już wcześniej?
Spoglądam na Zayna porozumiewawczo i stwierdzam:
Żeby to raz.
Członek Rady najwyraźniej nie nadąża, toteż Norton dodaje:
Często włóczymy się po nocach. W tym mieście co chwilę ktoś umiera, a nam się nudzi.
Ja w międzyczasie docieram do zamkniętych drzwi do sali, którą wskazał Octavian. Już mam je otworzyć, ale uświadamiam sobie, że zostawię na klamce odciski palców. Octavian podchodzi, macha ręką i drzwi otwierają się przede mną.
Chcę zrobić krok do przodu, ale coś mnie powstrzymuje. Nie wiem, czy to ilość krwi rozchlapanej po całej sali, czy może coś innego. Słyszę za sobą kroki dołączających do mnie Zayna i Octaviana. Biorę głęboki wdech i wchodzę do środka.
Szkarłatna posoka, która zaschła na łóżku, zdaje się do mnie krzyczeć: TU ZGINĄŁ CZŁOWIEK!!! Niegdyś białe prześcieradło zwisa z mebla rozdarte w kilku miejscach, a jego strzępy są porozrzucane po posadzce. Obok nich leży kilka rurek. Przy prawej ścianie znajduje się największa kałuża krwi, a jej ślad ciągnie się prawie pod same drzwi, gdzie się urywa.
Marszczę brwi i wtedy mam wizję. Jest tak silna, że momentalnie się cofam.
Zayn patrzy na mnie zaniepokojony:
Co jest?
Co widziałeś?  pyta Octavian, a ja odwracam się i wychodzę z sali. Staję przy ścianie i opieram się o nią plecami, biorąc kolejny głęboki wdech.
Nie jestem pewien  odpowiadam, patrząc w podłogę i próbując zebrać myśli.  Jakieś stworzenie na czterech nogach przypominające węża. Rzuca się na pielęgniarkę i rozszarpuje ją. Wszędzie jest krew.
Octavian świdruje mnie wzrokiem i dopytuje, czy niczego nie pominąłem, a ja kręcę głową. Wtedy zauważam malutką plamę czerwieni przy kolejnym rozwidleniu. Bez słowa podchodzę do niej i stwierdzam, że to krew. Podnoszę wzrok i nie wierzę.
Na końcu tego korytarza znajduje się okno, ale już bez szyby. Kilka jej roztrzaskanych kawałków leży na ziemi i błyszczy się w świetle dnia. Podchodzę bliżej i wyglądam na dwór. Powiew gorącego powietrza uderza mnie w twarz. Patrzę w dół i widzę przygnieciony krzak, na który musiało skoczyć gadzie stworzenie.
Wracam do Octaviana i Zayna, a ci patrzą na mnie pytająco.
To coś, czymkolwiek było uciekło przez okno.  Oznajmiam.
Dobrze wiedzieć  mruczy Norton.
Czemu zobaczyłem przeszłość?  Pytam nagle Octaviana.
Co masz na myśli?
Czy to nie dziwne? Dopiero co odkryłem, że mam nadnaturalne zdolności, a co rusz doświadczam czegoś nowego.  Mówię głośno.
Patrzę na Zayna, a ten oznajmia:  Może taka jest kolej rzeczy.
To prawda.  Dodaje Octavian.  Poza tym miejsca zbrodni są zawsze przepełnione emocjami, więc możliwe, że dlatego zobaczyłeś urywek z przeszłości.
Odpowiedź mężczyzny nie poprawia mi w żaden sposób nastroju. Nie wiem, czy martwię się bardziej o rozwój moich zdolności, czy o gadzisko grasujące gdzieś w okolicy.
Świetnie  parskam.  Co teraz?
Ty mi powiedz  mówi członek Rady.  Widziałeś coś szczególnego? Cokolwiek, co pozwoliłoby zidentyfikować tego stwora?
Zastanawiam się, a wtedy do głowy przychodzi mi inna myśl.
Kto był pacjentem?  Pytam.
Co?  Dziwi się Zayn.
Przecież pielęgniarka nie przyszła w nocy do tej sali tak z dupy. Przyszła do kogoś. Chcę wiedzieć do kogo.
Octavian milczy, ale w końcu oznajmia:
Do Samuela Collinsa.
Patrzę na mężczyznę z otwartymi ustami:
Nie...
Tak.  Mówi rzeczowo Octavian.
Czy to nie jest chłopak twojej siostry?  Pyta Zayn, a ja kiwam głową.  To gdzie on jest?
Kiedy potwór zaatakował pielęgniarkę, Sama nie było w środku.  Oznajmiam z przekonaniem.
To znaczy, że jego też pożarło?  pyta Norton.
Nie  odzywa się Octavian.  Za mało krwi jak na dwie osoby. Chłopak musiał uciec zanim to stworzenie zaatakowało.
Nie  mówię, ale oni mnie nie słuchają.
Ale jak?  zastanawia się mój przyjaciel.  Sam przeskoczył przez niego?
Może poszedł do toalety, a potem uciekł na dół  szepcze Octavian.
To gdzie jest teraz?  pyta Zayn.
Patrzę na nich i myślę, jak im powiedzieć, że się mylą. Wybieram prostotę:
Nic z tych rzeczy. Mylicie się!
Octavian przewierca mnie wzrokiem, a Norton czeka na moją wypowiedź. Jak miło!
Sam przez cały czas był w pokoju.  Oznajmiam, a oni oboje wybałuszają oczy.
Co takiego?  pyta głośno Zayn, a Octavian dołącza do niego:  Czemu tak myślisz?
Prowadzę ich z powrotem do sali i wyciągam prawą rękę do przodu.
Nie zwróciliście uwagi na pozrywane rurki?
Norton przewraca oczami i stwierdza:
Pewnie sam je poodrywał, kiedy uciekał z łóżka.
Raczej jak z niego spadał!  Mówię, a Octavian pyta:
Do czego zmierzasz?
Spójrzcie na prześcieradło  kontynuuję.  Jest ściągnięte, jakby Sam je trzymał, upadając.  Po chwili ciszy dodaję:  Myślę, że on się przemieniał.
Że co?!  Zayn mi najwyraźniej nie dowierza.
Skąd ci to przyszło do głowy?  pyta Octavian i patrzy na mnie przenikliwie.
Pielęgniarki mówiły, że Sam zniknął. Nie ma go nigdzie w szpitalu. Tamta kobieta  mówię i wzdrygam się na wspomnienie wcześniejszej wizji.  Została rozerwała przez coś, co pojawiło się w tamtej sali.
Octavian i Zayn wpatrują się we mnie, jak w jakiś niezwykły okaz z zoo.
Nie ma żadnych śladów, że Sam wyszedł z tej sali! Stwierdzam z siłą.
Może wyskoczył przez okno  rzuca Norton, a ja odpieram:
Zobaczyłbym jego ciało leżące tam na dole. Z piątego piętra nie tak łatwo uciec.
Członek Rady przechadza się po korytarzu, a peleryna oczywiście ciągnie się za nim.
To i tak nie wyjaśnia, czemu ten chłopak miałby zmienić się w gada  mówi.
Przez moment nie mam na to odpowiedzi, ale przypominam sobie chwilę, kiedy zobaczyłem Sama w jego rodzinnym domu.
Wielki wąż smakował w swojej paszczy jego rękę! Może to go jakoś zmutowało.
Nie mam żadnej pewności, bo nigdy nie spotkałem się z czymś takim. Patrzę na Octaviana, który się nad czymś zastanawia. Posyłam spojrzenie Zaynowi i ruszamy do windy. Nie musimy na nią długo czekać i już w środku Norton pyta:
Serio myślisz, że to Sam zabił tę pielęgniarkę?
Kiwam lekko głową, a winda zatrzymuje się na trzecim piętrze.
Chodź.  Mówię.  Idę zobaczyć, co u Maddie.

Ciąg dalszy nastąpi...